Wyspiański - Niech nikt nie opłakiwać mój grób




Niech nikt płacz nad moim grobem
z wyjątkiem mojej żony.
Twoje zawzięty łzy łatwo odstępuje
a udawał smutek.

Niech ani na mój rechot całun dzwon
ani ktoś śpiewa z krzykiem;
ale deszcz może płakać na moim pogrzebie
i skrzypienie wiatr.

Kto chce, może rzucić garści ziemi
dopóki ja dusił przez kopiec.
Słońce będzie świecić w jego nowym narodzeniem i drobno
spalić moją ranę.

A potem, być może, po raz kolejny, być może,
znudzony leżącej,
Złamię, że mi dom załączając
i uruchomić na słońce.

A kiedy widzisz mnie w moim locie
jasny rysunek tam,
zadzwoń do mnie z powrotem, jeśli chcesz moje światło
w języku Wiedziałem tutaj.

Może ja to słyszę tam powyżej,
przechodząc czoło danej gwiazdy;
i być może wezmę się ponownie, dla miłości,
to zadanie, które zabija mnie teraz.

Stanisław Wyspiański - Bóg Wam Zapłać, Koledzy, za miłość ze sceny



zakład pogrzebowy wałbrzych

Bóg wam zapłać, Koledzy, za miłość dla sceny
tak nagle i tak bystro ujawnioną w czynie;
przyjaźń, choć działa skrycie, nie ma nigdy ceny,
żaden jej objaw czułości nie ginie.
Mniej się czuję samotny, gdy jestem odczuty
i zapewnienie mam pismem podane:
że ktokolwiek potrafi śpiewać, mając nuty,
i przejść wygodnie gościńce ciosane.
Las nie trzebiony dostrzegłem przed sobą,
który sam pragnę karczować pod rolę;
nie same szmaty teatru ozdobą,
w słowie na scenie chcę mieć daną wolę.
Nie o posadę staram się zyskowną,
gdzie mój talencik byłby zapłacony;
lecz chcę, by w dziele stworzyć myśl przytomną,
by szaniec myśli był myślą stawiony.
Nie dla mej ręki o teatr dziś proszę
ani dla zgrabnych malarskich zalotów;
gdzie się kształciłem, duszę tam przynoszę,
by do Sezamu dojść przez chwast wykrotów.
Nie dla autorskiej ambicji się głoszę -
ale, że wolny - służyć jestem gotów;
zaś służyć mogę tylko tam, gdzie rządzę;
pod cudzy namiot przygodny nie zbłądzę.
Pozwólcie Radzie wejść w meritum sprawy
i nie wtrącajcie się w kontrakt dzierżawy.

Adam Asnyk

Meble Woskowane




Dosyć łez! po co te smutki? 

Czas się nareszcie rozchmurzyć! 

Poranek życia tak krótki - 
Trzeba go użyć. 

Szczerością pewnie się zgubię, 
Mimo to będę otwarty: 
Dawniej kochałem... dziś lubię 
Życie na żarty. 

Com kochał?... Razem z miłością 
Pamięć rzuciłem za okno, 
A resztki wspomnień z radością 
W kieliszku mokną. 

Jeśli to miłość dziewczyny, 
Więc by ukarać niewierną, 
padłem na łonie Fryny 
Pijąc Falerno. 
* * * 
Jeśli to... lecz daj mi pokój 
Z bezpłodną ojcowizn schedą, 
Lepiej ty, Fryne, prorokuj 
Bachiczne credo. 

Rozkoszy stawmy ołtarze, 
Pijacką miejmy bezczelność, 
A może znajdziemy w czarze 
I nieśmiertelność. 

Zdziwim się, a przy wdzięczność 
W piwnice pójdziemy rajskie 
Wybierać z beczek wieczności 
Wina tokajskie. 

Tymczasem do wniebowzięcia 
Sposobiąc żądzę niezmierną, 
W twoje się chylę objęcia 
Pijąc Falerno. 

Winnice na grobach rosną, 
A zatem z tych winogradów 
Ożywiam wenę miłosną 
Prochem pradziadów. 

Życie nad śmiercią przeważa, 
Bo taka istnienia kolej; 
Wypijmy zdrowie grabarza... 
Wina mi dolej! 

Kto jeszcze nie przestał szlochać, 
Ten pewnie z własnej swej winy 
Nie może już pić... ni kochać 
Ładnej dziewczyny. 

Niech się więc kruszy przed niebem 
Gotując się in aeterno; 
Pójdę za jego pogrzebem 
Pijąc Falerno. 

Kto mi przerywa?... to duchy... 
Znane mi kiedyś przed chwilą... 
Brząkają w swoje łańcuchy, 
Mówić się silą.

Rache - Poetry Daily

medycyna estetyczna kraków

Pamiętasz, kiedy niebo spłonął
jej knot światła jako zimna kwietnia przyszedł na
wieczór swojego piątego dnia na świecie?
Oczywiście, że nie , nie można nawet trzymać
Twój szef się jednak znacznie mniej zacząć myśleć
trzymać popiół jeden wieczór w środku, jak pić
odbyło się na słońce , myślistwo i chwytając światło .
Ale zastanawiam się czasem , czy w mniejszy
narożniki głowie już posiadane wskazówkę o tym,
Widziałem światła za drzewami , które podzielone
Widok z naszego wynajętego ganku , podczas
spał , owinięty jak w piosence , poprzez
głośniej sen matki obok ciebie . Rache ,
jeśli znajdziesz ten wieczór , który jest stacjonujących
w klatce piersiowej , w tobie teraz , przysięgam , że będzie
dostać się gdzieś , po polu tak pełen
ze śniegiem, niebo i ziemia są jedną , po drugiej
Pole tak bielone z suszą gigantyczny krzyż
z cieniami z sosny jest tarcie na tyle
, aby ustawić dzień, w ogniu . Przyjdziesz , szorstki
w swoim sercu , na krawędziach tych dziedzinach i być podnoszone
tylko ułamek cala przez dar
nieba w starym światła w was . Przypomni
Zapraszam do siebie ,cały swój umysł ,
Cała historia siebie wzdłuż całej
trawy . Jeśli widzisz siebie nie mogą zostać utracone ;
chociaż może stracić z oczu ciebie z nieba,
lub w wyki , w rozkwicie , gdzie wznosi się łąka .

Adam Mickiewicz - Ja

Więcej informacji na: krzesła biurowe

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Ja

Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.

Kwiatek

Dni nasze jak dni motylka,
Życiem wschód, śmiercią południe;
Lepsza w kwietniu jedna chwilka
Niż w jesieni całe grudnie.

Czy dla bogów szukasz datku,
Czy dla druha lub kochanki,
Upleć wianek z mego kwiatku,
Wianek to będzie nad wianki.

Ja

W podlej trawce, w dzikim lasku
Urosleś, o kwiatku luby!
Mało wzrostu, mało blasku,
Cóż ci daje tyle chluby?

Ni to kolory jutrzenki,
Ni zawoje tulipana,
Ni lilijowe sukienki,
Ni róży pierś malowana.

Uplatam ciebie do wianka;
Lecz skądże ufności tyle!
Przyjaciele i kochanka
Czy cię powitają mile?

Kwiatek

Powitają przyjaciele
Mnie, wiosny młodej aniołka;
Przyjaźń ma blasku niewiele
I cień lubi jak me ziołka.

Czym kochanki godzien rączek,
Powiedz, niebieska Marylko!
Za pierwszy młodości pączek

Zyskam pierwszą... ach! łzę tylko.

Wisława Szymborska - Jestem za blisko

noclegi karwia

Jestem za blisko, żeby mu się śnić.
Nie fruwam nad nim, nie uciekam mu
pod korzeniami drzew. Jestem za blisko.
Nie moim głosem śpiewa ryba w sieci.
Nie z mego palca toczy się pierścionek.
Jestem za blisko. Wielki dom się pali
beze mnie wołającej ratunku. Za blisko,
żeby na moim włosie dzwonił dzwon.
Za blisko, żebym mogła wejść jak gość,
przed którym rozsuwają się ściany.
Już nigdy po raz drugi nie umrę tak lekko,
tak bardzo poza ciałem, tak bezwiednie,
jak niegdyś w jego śnie. Jestem za blisko,
za blisko. Słyszę syk
i widzę połyskliwą łuskę tego słowa,
znieruchomiała w objęciu. On śpi,
w tej chwili dostępniejszy widzianej raz w życiu
kasjerce wędrownego cyrku z jednym lwem
niż mnie leżącej obok.
Teraz to dla niej rośnie w nim dolina
rudolistna, zamknięta ośnieżona górą
w lazurowym powietrzu. Ja jestem za blisko,
żeby mu z nieba spaść. Mój krzyk
mógłby go tylko zbudzić. Biedna,
ograniczona do własnej postaci,
a byłam brzozą, a byłam jaszczurką,
a wychodziłam z czasów i atłasów
mieniąc się kolorami skór. A miałam 
łaskę znikania sprzed zdumionych oczu,
co jest bogactwem bogactw. Jestem blisko,
za blisko, żeby mu się śnić.
Wysuwam ramię spod głowy śpiącego,
zdrętwiałe, pełne wyrojonych szpilek.
Na czubku każdej z nich, do przeliczenia,
strąceni siedli anieli.

Andrzej Sosnowski - "Spacer przed siebie"

Andrzej Sosnowski

Spacer przed siebie

Czy zasłużyłeś na górnolotną fikcję
tego życia bez faktów, ten wszędobylski sens?
O zmroku megafony wydają sekrety
słowa gór ponad które nie wybiega słońce
i w rosnącym szumie nasłuchujesz orkiestry
karnawałowych festynów: żonglerzy i pajace
ruszają w arterie, dzwonki i czynele
brzęczą jak obłok jednodniowych muszek.
I serce robi w tył zwrot, i rozum idzie w rozsypkę
kiedy świat ciemnieje w oczach, a one pierzchają
stropione, tulą się pod powieki albo chowają
pod krzaczkami brwi, bo mają dość już, dość.
Z pewnością nadchodzą czasy szczęśliwej niewiedzy.
Z pewnością byłeś w błędzie, jeżeli myślałeś
że jednak się kręci wokół jakiegoś piękna,
choćby pośladków, albo polityki.
Znaczenie pcha się drzwiami i oknami, ot,
taka spłuczka. Spłuczki, sączki, spluwaczki,
aliteracja, niewydarzone rymy, pył i kurz
avant tout choses, który zupełnie góruje,
zwłaszcza kiedy słońce uderzy znienacka
i postawi go dęba jak włosy na skórze rzeczy,
te aryjkę nicości, aurę rzeczy.
Kiedy więc przestanę upadać w te światy?
Kiedy spuścisz z tonu i zaczniesz prząść cienko,
kiedy spróbujesz ułomnych pejzaży, kątem oka
spojrzysz, zbierzesz skrawki przydrożnych spraw,
znajdziesz punkt i z punktu zdejmiesz przyrodę
ze stanowiska. A potem na spacer
z kieszeniami pełnymi forsy i wonnych chusteczek
na wszelki wypadek. I wchodzisz w wieczór
jak w strzelistą aleję, w ciemności powietrze
gęstnieje od widm: ich głosy pulsują
niby rechot żab, wysoki hymn komarów.