Adam Asnyk - Do Młodych
Rozjaśniania płomień prawdy realizować,
Starają się odkryć sposoby żaden człowiek wie.
Teraz z każdym tajemnicy objawił tobie,
Dusza człowieka rozszerza się wewnątrz nowego.
Bóg jeszcze większy i rośnie!
Chociaż może kwiaty mitów usunięcia,
Chociaż może wspaniałe ciemne rozproszoną,
I rozerwać mgły fantazji z góry;
Nie będzie brak nowych rzeczy do miłości,
Dalej we wszechświecie.
Każda epoka ma swoje specyficzne cele w sklepie,
I szybko zapomina marzenia starszych dni.
Tak, opatrzone pochodnię nauki w czoło,
I dołącz do dokonywania lore nowych epok.
Dom Przyszłości podnieść!
Ale ołtarze nie deptać z przeszłości!
Mimo, że będziesz dużo drobniejsze kopuły wyprostowany.
Święte płomienie na kamieniach wciąż trwają,
I ludzka miłość mieszka tam i strzeże je szybko,
A im jesteś winien szanować!
Teraz w świecie, który znika z pola widzenia,
Przeciąganie w dół tęczy idealne rozkoszy
Delikatnie pogodzić w mądrości prawdziwej.
Twoje gwiazdy, oh, młodzieńcze zdobywcy, oni też
Znikną w nocy!
czyszczenie wtryskiwaczy
Wyspiański - Niech nikt nie opłakiwać mój grób
Niech nikt płacz nad moim grobem
z wyjątkiem mojej żony.
Twoje zawzięty łzy łatwo odstępuje
a udawał smutek.
Niech ani na mój rechot całun dzwon
ani ktoś śpiewa z krzykiem;
ale deszcz może płakać na moim pogrzebie
i skrzypienie wiatr.
Kto chce, może rzucić garści ziemi
dopóki ja dusił przez kopiec.
Słońce będzie świecić w jego nowym narodzeniem i drobno
spalić moją ranę.
A potem, być może, po raz kolejny, być może,
znudzony leżącej,
Złamię, że mi dom załączając
i uruchomić na słońce.
A kiedy widzisz mnie w moim locie
jasny rysunek tam,
zadzwoń do mnie z powrotem, jeśli chcesz moje światło
w języku Wiedziałem tutaj.
Może ja to słyszę tam powyżej,
przechodząc czoło danej gwiazdy;
i być może wezmę się ponownie, dla miłości,
to zadanie, które zabija mnie teraz.
Stanisław Wyspiański - Bóg Wam Zapłać, Koledzy, za miłość ze sceny
zakład pogrzebowy wałbrzych
Bóg wam zapłać, Koledzy, za miłość dla sceny
tak nagle i tak bystro ujawnioną w czynie;
przyjaźń, choć działa skrycie, nie ma nigdy ceny,
żaden jej objaw czułości nie ginie.
Mniej się czuję samotny, gdy jestem odczuty
i zapewnienie mam pismem podane:
że ktokolwiek potrafi śpiewać, mając nuty,
i przejść wygodnie gościńce ciosane.
Las nie trzebiony dostrzegłem przed sobą,
który sam pragnę karczować pod rolę;
nie same szmaty teatru ozdobą,
w słowie na scenie chcę mieć daną wolę.
Nie o posadę staram się zyskowną,
gdzie mój talencik byłby zapłacony;
lecz chcę, by w dziele stworzyć myśl przytomną,
by szaniec myśli był myślą stawiony.
Nie dla mej ręki o teatr dziś proszę
ani dla zgrabnych malarskich zalotów;
gdzie się kształciłem, duszę tam przynoszę,
by do Sezamu dojść przez chwast wykrotów.
Nie dla autorskiej ambicji się głoszę -
ale, że wolny - służyć jestem gotów;
zaś służyć mogę tylko tam, gdzie rządzę;
pod cudzy namiot przygodny nie zbłądzę.
Pozwólcie Radzie wejść w meritum sprawy
i nie wtrącajcie się w kontrakt dzierżawy.
Adam Asnyk
Meble Woskowane

Dosyć łez! po co te smutki?
Czas się nareszcie rozchmurzyć!
Poranek życia tak krótki -
Trzeba go użyć.
Szczerością pewnie się zgubię,
Mimo to będę otwarty:
Dawniej kochałem... dziś lubię
Życie na żarty.
Com kochał?... Razem z miłością
Pamięć rzuciłem za okno,
A resztki wspomnień z radością
W kieliszku mokną.
Jeśli to miłość dziewczyny,
Więc by ukarać niewierną,
padłem na łonie Fryny
Pijąc Falerno.
* * *
Jeśli to... lecz daj mi pokój
Z bezpłodną ojcowizn schedą,
Lepiej ty, Fryne, prorokuj
Bachiczne credo.
Rozkoszy stawmy ołtarze,
Pijacką miejmy bezczelność,
A może znajdziemy w czarze
I nieśmiertelność.
Zdziwim się, a przy wdzięczność
W piwnice pójdziemy rajskie
Wybierać z beczek wieczności
Wina tokajskie.
Tymczasem do wniebowzięcia
Sposobiąc żądzę niezmierną,
W twoje się chylę objęcia
Pijąc Falerno.
Winnice na grobach rosną,
A zatem z tych winogradów
Ożywiam wenę miłosną
Prochem pradziadów.
Życie nad śmiercią przeważa,
Bo taka istnienia kolej;
Wypijmy zdrowie grabarza...
Wina mi dolej!
Kto jeszcze nie przestał szlochać,
Ten pewnie z własnej swej winy
Nie może już pić... ni kochać
Ładnej dziewczyny.
Niech się więc kruszy przed niebem
Gotując się in aeterno;
Pójdę za jego pogrzebem
Pijąc Falerno.
Kto mi przerywa?... to duchy...
Znane mi kiedyś przed chwilą...
Brząkają w swoje łańcuchy,
Mówić się silą.
Rache - Poetry Daily
medycyna estetyczna kraków
Pamiętasz, kiedy niebo spłonął
jej knot światła jako zimna kwietnia przyszedł na
wieczór swojego piątego dnia na świecie?
Oczywiście, że nie , nie można nawet trzymać
Twój szef się jednak znacznie mniej zacząć myśleć
trzymać popiół jeden wieczór w środku, jak pić
odbyło się na słońce , myślistwo i chwytając światło .
Ale zastanawiam się czasem , czy w mniejszy
narożniki głowie już posiadane wskazówkę o tym,
Widziałem światła za drzewami , które podzielone
Widok z naszego wynajętego ganku , podczas
spał , owinięty jak w piosence , poprzez
głośniej sen matki obok ciebie . Rache ,
jeśli znajdziesz ten wieczór , który jest stacjonujących
w klatce piersiowej , w tobie teraz , przysięgam , że będzie
dostać się gdzieś , po polu tak pełen
ze śniegiem, niebo i ziemia są jedną , po drugiej
Pole tak bielone z suszą gigantyczny krzyż
z cieniami z sosny jest tarcie na tyle
, aby ustawić dzień, w ogniu . Przyjdziesz , szorstki
w swoim sercu , na krawędziach tych dziedzinach i być podnoszone
tylko ułamek cala przez dar
nieba w starym światła w was . Przypomni
Zapraszam do siebie ,cały swój umysł ,
Cała historia siebie wzdłuż całej
trawy . Jeśli widzisz siebie nie mogą zostać utracone ;
chociaż może stracić z oczu ciebie z nieba,
lub w wyki , w rozkwicie , gdzie wznosi się łąka .
Pamiętasz, kiedy niebo spłonął
jej knot światła jako zimna kwietnia przyszedł na
wieczór swojego piątego dnia na świecie?
Oczywiście, że nie , nie można nawet trzymać
Twój szef się jednak znacznie mniej zacząć myśleć
trzymać popiół jeden wieczór w środku, jak pić
odbyło się na słońce , myślistwo i chwytając światło .
Ale zastanawiam się czasem , czy w mniejszy
narożniki głowie już posiadane wskazówkę o tym,
Widziałem światła za drzewami , które podzielone
Widok z naszego wynajętego ganku , podczas
spał , owinięty jak w piosence , poprzez
głośniej sen matki obok ciebie . Rache ,
jeśli znajdziesz ten wieczór , który jest stacjonujących
w klatce piersiowej , w tobie teraz , przysięgam , że będzie
dostać się gdzieś , po polu tak pełen
ze śniegiem, niebo i ziemia są jedną , po drugiej
Pole tak bielone z suszą gigantyczny krzyż
z cieniami z sosny jest tarcie na tyle
, aby ustawić dzień, w ogniu . Przyjdziesz , szorstki
w swoim sercu , na krawędziach tych dziedzinach i być podnoszone
tylko ułamek cala przez dar
nieba w starym światła w was . Przypomni
Zapraszam do siebie ,cały swój umysł ,
Cała historia siebie wzdłuż całej
trawy . Jeśli widzisz siebie nie mogą zostać utracone ;
chociaż może stracić z oczu ciebie z nieba,
lub w wyki , w rozkwicie , gdzie wznosi się łąka .
Adam Mickiewicz - Ja
Więcej informacji na: krzesła biurowe
Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.
Ja
Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Kwiatek
Dni nasze jak dni motylka,
Życiem wschód, śmiercią południe;
Lepsza w kwietniu jedna chwilka
Niż w jesieni całe grudnie.
Czy dla bogów szukasz datku,
Czy dla druha lub kochanki,
Upleć wianek z mego kwiatku,
Wianek to będzie nad wianki.
Ja
W podlej trawce, w dzikim lasku
Urosleś, o kwiatku luby!
Mało wzrostu, mało blasku,
Cóż ci daje tyle chluby?
Ni to kolory jutrzenki,
Ni zawoje tulipana,
Ni lilijowe sukienki,
Ni róży pierś malowana.
Uplatam ciebie do wianka;
Lecz skądże ufności tyle!
Przyjaciele i kochanka
Czy cię powitają mile?
Kwiatek
Powitają przyjaciele
Mnie, wiosny młodej aniołka;
Przyjaźń ma blasku niewiele
I cień lubi jak me ziołka.
Czym kochanki godzien rączek,
Powiedz, niebieska Marylko!
Za pierwszy młodości pączek
Zyskam pierwszą... ach! łzę tylko.
Wisława Szymborska - Jestem za blisko
noclegi karwia
Jestem za blisko, żeby mu się śnić. Nie fruwam nad nim, nie uciekam mu pod korzeniami drzew. Jestem za blisko. Nie moim głosem śpiewa ryba w sieci. Nie z mego palca toczy się pierścionek. Jestem za blisko. Wielki dom się pali beze mnie wołającej ratunku. Za blisko, żeby na moim włosie dzwonił dzwon. Za blisko, żebym mogła wejść jak gość, przed którym rozsuwają się ściany. Już nigdy po raz drugi nie umrę tak lekko, tak bardzo poza ciałem, tak bezwiednie, jak niegdyś w jego śnie. Jestem za blisko, za blisko. Słyszę syk i widzę połyskliwą łuskę tego słowa, znieruchomiała w objęciu. On śpi, w tej chwili dostępniejszy widzianej raz w życiu kasjerce wędrownego cyrku z jednym lwem niż mnie leżącej obok. Teraz to dla niej rośnie w nim dolina rudolistna, zamknięta ośnieżona górą w lazurowym powietrzu. Ja jestem za blisko, żeby mu z nieba spaść. Mój krzyk mógłby go tylko zbudzić. Biedna, ograniczona do własnej postaci, a byłam brzozą, a byłam jaszczurką, a wychodziłam z czasów i atłasów mieniąc się kolorami skór. A miałam łaskę znikania sprzed zdumionych oczu, co jest bogactwem bogactw. Jestem blisko, za blisko, żeby mu się śnić. Wysuwam ramię spod głowy śpiącego, zdrętwiałe, pełne wyrojonych szpilek. Na czubku każdej z nich, do przeliczenia, strąceni siedli anieli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


